1-15 listopada 2019

Auta elektryczne

Elektryzująca przyszłość motoryzacji

Udział transportu w ogólnej emisji dwutlenku węgla ocenia się na 14 proc. To co prawda mniej niż w przypadku produkcji energii elektrycznej (25 proc.), rolnictwa (24 proc.) czy przemysłu (21 proc.), ale nie oznacza, że koncerny samochodowe nie pracują nad zmniejszeniem jego emisji. Ich głównym kierunkiem działań w tej kwestii jest elektryfikacja motoryzacji. Auta elektryczne nie emitują zanieczyszczeń, jak tlenki azotu czy węglowodory, ani nie wytwarzają dwutlenku węgla. Zamiana samochodów spalinowych na elektryczne jest też atrakcyjną propozycją dla kierowców: jazda nimi jest bardziej komfortowa, silniki elektryczne są cichsze, są łatwiejsze w kierowaniu, a ich koszty użytkowania spadają. 

Podczas jazdy samochodem elektrycznym nie odczuwa się dokuczliwych i szkodliwych drgań silnika

Korzyści z wprowadzenia „elektryków” w miastach będą natychmiastowe – ich ciche silniki zmniejszą poziom hałasu, brak emisji spalin ograniczy miejski smog oraz uwalnianie się toksyn. Taki związek jak tlenek azotu, emitowany wraz ze spalinami, jest niebezpieczny dla zdrowia ludzi (wywołuje alergię i astmę). Auto elektryczne pozostawia tylko drobiny gumy ze ścierających się opon na nawierzchni. Problematyczne wydaje się jedynie korzystanie z prądu, który nie powstaje w sposób obojętny dla środowiska. Jednak elektrownie węglowe, które są głównym polskim producentem energii, mogą coraz skuteczniej eliminować zanieczyszczenia, w przeciwieństwie do samochodów spalinowych, które wciąż dominują na naszych drogach.
Jak podaje Międzynarodowa Rada Czystego Transportu, ślad węglowy, który pozostawia po sobie produkcja samochodu elektrycznego, jest niwelowany po średnio dwóch latach jego normalnej eksploatacji. Po uwzględnieniu procesu produkcji emisja „elektryka” przeliczona na kilometr wynosi około połowy poziomu osiąganego przez diesla. Jeśli w następnych latach świat podbiją elektryczne SUV-y o dużych zasięgach, to oszczędność emisji dwutlenku węgla może być jeszcze większa. Szacuje się, że w naszym kraju auta elektryczne przez cały swój cykl życiowy emitują o 25 proc. mniej dwutlenku węgla niż diesle. Po zsumowaniu miksów energetycznych wszystkich państw Unii Europejskiej emisje przy zamianie samochodów z silnikami spalinowymi na „elektryki” spadają o 45 proc.

Zasięg i ładowarka 

Jednym z głównych warunków, by auta na prąd zyskiwały na popularności, jest wydłużenie ich zasięgu. To oznacza, że pojemność baterii musi rosnąć. Jak dotąd samochody elektryczne najczęściej mają baterie o pojemności 30–40 kWh, ale pojawiają się już modele (jak Hyundai Kona) z akumulatorami o znacznie większej pojemności (64 kWh). Zapowiadane są już SUV-y i crossovery na prąd z akumulatorami o pojemności powyżej
80 kWh.
Kolejnym warunkiem rozpowszechnienia się „elektryków” jest rozwój sieci punktów ładowania. Codziennie w Europie oddawanych jest kilkadziesiąt nowych punktów z ładowarkami – przy stacjach benzynowych i dealerskich, przy hotelach i supermarketach oraz dużych firmach. Niemiecki koncern Volkswagen zapowiada, że powstaną one u wszystkich dealerów i partnerów serwisowych firmy w Unii Europejskiej, w tym 900 w Polsce. 350 z nich będzie dostępnych publicznie. Domowe gniazdka ładowania mogą być jedynie uzupełnieniem publicznej sieci, ponieważ instalacja elektryczna 230 V nie pozwala na szybkie ładowanie. Publiczne stacje ładowania mają zazwyczaj wysoką moc – 50 kW lub więcej.

Elektryczna stymulacja

Ustawa o elektromobilności i paliwach alternatywnych nakłada na gminy obowiązek stworzenia do końca 2020 roku od 60 punktów ładowania w gminach liczących do 100 tys. mieszkańców aż po 1000 stacji w ponad milionowych obszarach. Rząd planuje też ulgi podatkowe dla firm zmieniających swoją flotę na elektryczną i dla kierowców indywidualnych. Dyskutuje się między innymi nad pomysłami dopłat do 36 tys. złotych, możliwością wjazdu samochodami elektrycznymi do stref czystego transportu oraz odpisami amortyzacyjnymi w wysokości do 30 tys. euro.

Ceny, ceny

E-samochody mają coraz większe zasięgi. Popularne modele, jak Smart czy Mitsubishi i-MiEV, mogą po naładowaniu przejechać około 120–130 km, a Nissan Leaf – nawet 220 km. Najlepsza pod tym względem jest Tesla – w lepszych wersjach jej zasięg przekracza 500 km. Rozwój technologii przez producentów baterii sprawił, że od 2010 roku baterie potaniały średnio o 85 proc. na kWh mocy. Przewiduje się, że spadek cen do 2024 roku osiągnie 70 proc. Mimo to samochody elektryczne to wciąż drogi zakup. Poniżej
100 tys. zł są tylko Smarty. Wyższej klasy Nissan Leaf to wydatek do 170 tys. złotych, z kolei średnia cena Renault Kangoo wynosi 150 tys. złotych. Pocieszać można się tym, że mniejsze są bieżące koszty utrzymania elektrycznego samochodu – energia elektryczna jest tańsza niż benzyna czy olej napędowy. Za e-auta płaci się też niższe podatki, a koszty ich serwisowania wynoszą około 30–35 proc. kosztów serwisu samochodów z silnikiem spalinowym.
Po zakupie samochodu elektrycznego koszty eksploatacji sprowadzają się praktycznie do kosztów ładowania. Cena przejazdu 100 km waha się od 0 do 66 złotych. Wciąż w niektórych ładowarkach miejskich można pobrać energię za darmo (np. pod marketami Lidl). Przy ładowaniu auta pod domem lub firmą pokonanie 100 km będzie kosztowało od 3 do 19 złotych. Najdroższe są oczywiście ładowarki komercyjne, jednak w wielu sytuacjach nie ma innego wyjścia. Na przykład w sieci Greenway Polska 1 kWh kosztuje nawet 2,29 złotych (pobierana jest też opłata za czas powyżej 40 min), co oznacza wydatek około 30 zł za 100 km.
Pozostałe koszty stałe eksploatacji samochodu elektrycznego to obowiązkowe OC i przeglądy, opcjonalne AC oraz standardowa obsługa układu jezdnego (opony, kosmetyka, drobne naprawy). Układu napędowego nie trzeba wymieniać, ponieważ odpowiednio eksploatowana bateria litowo-jonowa wytrzymuje 14–15 tys. ładowań, czyli średnio około 10 lat.

Komfort i bezpieczeństwo

W obszarach zabudowanych, gdzie z reguły jeździ się z prędkością 50 km/h, samochody elektryczne na dobrych oponach są prawie bezgłośne – nawet najtańsze modele. Możliwe, że już w niedługiej przyszłości szybko rosnąca liczba tych aut zmusi prawodawców do wprowadzenia obowiązkowego „sztucznego hałasu”, czyli dźwięku ostrzegającego pieszych o zbliżaniu się pojazdu. Podczas jazdy e-samochodem nie odczuwa się też dokuczliwych i szkodliwych drgań, ponieważ jedynymi obracającymi się elementami są wirnik silnika, przekładnia, osie i koła, które w przeciwieństwie do ruchu tłoków silników spalinowych nie generują żadnych drgań, zwłaszcza o niskiej częstotliwości. Również brak charakterystycznego zapachu paliwa może podnieść komfort jazdy wielu potencjalnym użytkownikom.
Budowa samochodów na prąd sprawia też, że są bezpieczniejsze. Ogniwa baterii łączą się w moduły, którym można nadać prawie dowolny kształt. Dzięki temu niżej i bliżej środka geometrycznego można umieścić środek ciężkości pojazdu. Taki stabilny samochód lepiej trzyma się nawierzchni i wytrzymuje większe siły odśrodkowe na zakrętach. Kolizje boczne stwarzają w jego przypadku mniejsze zagrożenie, bo trudniej go przewrócić. Z kolei pusta przestrzeń z przodu e-auta umożliwia zaprojektowanie lepszych niż w pojazdach spalinowych stref kontrolowanego zgniotu, bardzo skutecznie rozpraszających energię zderzenia czołowego.