16-31 sierpnia 2015 roku

Hałas problemem naszego wieku

Niezwykle groźne decybele

„Nadejdzie dzień, gdy człowiek będzie musiał walczyć z bardzo niebezpiecznym wrogiem swego zdrowia – hałasem – tak samo, jak kiedyś walczył z cholerą i dżumą” – napisał ponad 100 lat temu niemiecki lekarz Robert Koch.
Spełniły się słowa odkrywcy m.in. bakterii wywołujących wąglika, cholerę i gruźlicę. Jednym ze znaczących odkryć Kocha było opracowanie sterylizacji z wykorzystaniem pary wodnej. W 1905 roku został laureatem medycznej Nagrody Nobla. W Wolsztynie, gdzie pracował jako lekarz, znajduje się jego muzeum.

Akustyczny smog

Hałas nazywa się akustycznym smogiem. Specjaliści twierdzą, że jest najczęstszym powodem absencji chorobowej w Unii Europejskiej.
Najnowsze analizy Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) wskazują, że głuchota już niedługo może być poważnym problemem najmłodszych pokoleń. W krajach o średnich i wysokich dochodach nawet 50 proc. nastolatków oraz młodych dorosłych w wieku 12–35 lat jest narażona na niebezpieczne poziomy dźwięku.
Za niebezpieczne uznaje się m.in. ekspozycję na hałas przekraczający 85 decybeli (dB) przez osiem godzin lub też 100 dB przez kolejne 15 minut. – Wiele osób nie zdaje sobie sprawy, że utracony słuch nie powraca – podkreśla dr Etienne Krug, dyrektor Departamentu Zarządzania Chorobami Niezakaźnymi WHO.

Głośna muzyka i słuchawki

Wielu Polaków słyszy coraz gorzej, a liczba osób, u których stwierdza się problemy ze słuchem, rośnie lawinowo. Przyczyną jest towarzyszący codziennie hałas – na ulicy, w miejscu pracy, w dyskotekach i na koncertach, ale także ten, który serwujemy sobie sami – słuchając muzyki przez wewnątrzuszne słuchawki.
Badania Unii Europejskiej ujawniły, że jeden na dziesięciu użytkowników przenośnych odtwarzaczy MP3 oraz odtwarzaczy CD może ucierpieć z powodu trwałej utraty słuchu, ponieważ słucha zbyt głośnej muzyki. Ryzykują ci, którzy słuchają jej dłużej niż godzinę dziennie.
Laryngolodzy podkreślają, że znaczenie ma nie tylko natężenie hałasu, ale też odległość od jego źródła. Jeśli głośne dźwięki docierają do ucha bezpośrednio (ze słuchawek), mogą powodować upośledzenie słuchu, czasowe lub trwałe. Dlatego słuchawki nauszne są lepsze niż douszne.

Poziom hałasu

Poziom hałasu

Szum fal w zabawkach

Naukowcy z Uniwersytetu w Toronto przetestowali 14 najpopularniejszych zabawek usypiających. Są one montowane np. w pluszowych misiach. Emitują różne dźwięki: od szumu morskich fal, przez krople spadającego deszczu, po śpiew słowika.
Okazało się, że w odległości 30 centymetrów od główki dziecka są one w stanie emitować dźwięki o głośności od 68 do prawie 93 dB! Aż trzy urządzenia przekroczyły 85 dB, a więc dopuszczalny przez prawo
limit bezpieczeństwa w miejscu pracy dla osób dorosłych podczas ośmiogodzinnej zmiany.
Dlatego naukowcy przekonują, że zabawki emitujące usypiające dźwięki i melodie w wielu przypadkach mogą przynieść więcej szkód niż korzyści. Mogą się niekorzystnie odbić na rozwoju dziecka i jego zdrowiu.

Mapy hałasu

Przepisy unijne oraz prawo ochrony środowiska nałożyły na miasta powyżej 100 tys. mieszkańców obowiązek oceny stanu akustycznego środowiska i obserwacji jego zmian, poprzez sporządzanie co pięć lat map akustycznych.
Taką mapę wykonano w 2012 roku w Rudzie Śląskiej. Okazało się, że hałas w niektórych rejonach miasta zbliża się do 90 dB, na jego obrzeżach jego natężenie spada do około 50 dB.
Pomiary wykonywano przez całą dobę. Hałas drogowy sprawdzany był w 130 punktach, kolejowy w 15, tramwajowy w ośmiu, a przemysłowy w 40. Dodatkowo zmierzono poziom hałasu na 20 parkingach przy dużych obiektach handlowych.

Niebezpieczne skutki

Zbyt duży hałas to nie tylko dyskomfort, lecz także poważne zagrożenie dla naszego zdrowia! Bombardujące nas codziennie decybele powoli, lecz skutecznie pozostawiają ślad na zmyśle słuchu. Jego utrata to proces długo niepowodujący objawów, niemal niezauważalny, a przez to bez pomocy specjalistów bardzo trudny do wychwycenia.
Według badań niekorzystne zmiany w organizmie może sprawiać już hałas o natężeniu około 70 dB. Jeżeli przekracza 75 dB, skutkiem mogą być np. nadciśnienie czy zaburzenia pracy żołądka. Hałas powyżej 90 dB skutkuje osłabieniem i ubytkami słuchu.
Jest jednym z czynników wywołujących stres – działa na organizm człowieka poprzez uwalnianie w organizmie adrenaliny, która jest hormonem strachu i ucieczki. Uwalnia ona z wątroby glukozę oraz kwasy tłuszczowe, które stanowią źródło energii dla pracy mięśni. W czasie ucieczki, która jest normalną reakcją po uwolnieniu hormonu, glukoza i kwasy tłuszczowe ulegają spaleniu w mięśniach. Przed hałasem nie uciekamy, a niespalone metabolity zmieniają się w cholesterol, który odkłada się na ściankach naczyń krwionośnych. Może to doprowadzić do nadciśnienia, udaru mózgu lub zawału.

Zaburzenia słuchu

Stopień ubytku słuchu określa się w decybelach. Przy minimalnym upośledzeniu (do 25 dB) zmiany są prawie niezauważalne. Problemy ze słyszeniem cichej mowy i rozmowy osób stojących dalej pojawiają się, gdy mamy lekkie upośledzenie słuchu (do 40 dB). O umiarkowanym ubytku słuchu (do 55 dB) świadczy to, że nie słyszymy wypowiedzi osoby stojącej obok.
Przykre objawy daje słyszenie fantomowe, czyli tinnitus. Cierpiący na tę dolegliwość słyszą dźwięki, które nie pochodzą z zewnątrz, nie mają realnego źródła. Uszkodzenie struktur słuchu i zaburzenia przewodzenia dźwięku powoduje nieprzyjemne doznania: szumy, dzwonienia, piski, stukanie, syczenie, trzaski, tykanie, cykanie. To poważne obciążenie psychiczne, które prowadzi do zaburzeń snu, niezdolności do pracy czy depresji.

Barbara Warpechowska


Upały przyniosły kłopoty z dostawą energii elektrycznej/strong>

Dwudziesty stopień zasilania

Kilka dni temu operator systemu przesyłowego, czyli Polskie Sieci Elektroenergetyczne (PSE), ogłosił 20. stopień zasilania (najbardziej restrykcyjny, najłagodniejszy to 11.). Tym samym przypomniał energetyczny problem braku mocy, który był codziennością Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej.
Według PSE krajowe zapotrzebowanie na energię wynosiło 22,3 GW, podczas gdy realna moc operatora to 25 GW. Można by powiedzieć, że to bezpieczna nadwyżka – jednak pod warunkiem niezakłócenia produkcji. Jak się okazało, podczas takich długich upałów jest to niemożliwe. Na dodatek wysoka temperatura zwiększa zapotrzebowanie na energię elektryczną.
Około 78 proc. naszej energii pochodzi ze źródeł wymagających wody do chłodzenia. Elektrownie węglowe lokowano nad rzekami, w których chłodzenie turbin odbywa się w systemie otwartym. Jeżeli jednak pobierana woda ma temperaturę 27 stopni i więcej, to zrzucana staje się wręcz gorąca. W takich warunkach spada sprawność bloku energetycznego – nawet o jedną czwartą. Poza tym trzeba pamiętać o normach ochrony środowiska. Kontroluje się temperaturę oddawanej wody – każda elektrownia ma możliwości lokalnego jej podgrzania (zwykle od 1,5 do 2 st. C) i graniczną temperaturę, jaką może osiągnąć zbiornik wodny.
Problem ten będzie się nawarstwiał, ponieważ poziom wody w rzekach spada, wysoka temperatura ogranicza ilość wody chłodzącej, a sytuacja za tydzień lub dwa może być krytyczna – nie będzie technicznych możliwości pobierania wody.
W lepszej sytuacji znajdują się elektrownie z charakterystycznymi chłodniami kominowymi, czyli bardziej niezależnym od kaprysów natury systemem obiegowym.
Kolejną kwestią są remonty. Jak przypomina prof. Konrad Świrski z Politechniki Warszawskiej, sierpień to tradycyjny miesiąc remontów w energetyce. To oznacza wyłączenie niektórych bloków. Trudno te ubytki zastąpić. Przydałby się jeden rynek energetyczny w Europie – moglibyśmy np. kupić prąd w Hiszpanii ze słonecznych elektrowni.
W związku z tym 11 sierpnia Rada Ministrów wydała rozporządzenie w sprawie wprowadzenia ograniczeń w dostarczaniu i poborze energii elektrycznej. Do końca miesiąca ograniczy się jej dostarczanie i pobór dla odbiorców o mocy umownej powyżej 300 kW (fabryki, huty, duże zakłady przemysłowe, sieci handlowe).
Ograniczenia nie obejmą odbiorców indywidualnych – szpitali, obiektów wojskowych, lotnisk i tym podobnych instytucji – poinformowało Centrum Informacyjne Rządu.
Upały to efekt spowolnienia tzw. prądu strumieniowego, przenoszącego z zachodu na wschód ogromne masy powietrza na pograniczu troposfery i stratosfery, czyli na wysokości 10–12 kilometrów. Prąd ten formuje się między sąsiadującymi masami powietrza o dużej różnicy temperatur i kontrast powoduje jego przemieszczanie. Jednak klimat się zmienia, następuje ocieplanie Arktyki i takie mamy efekty. My upały, a Amerykanie wyjątkowo długie mrozy.

Barbara Warpechowska